Nie mogę przejść nad tym co się stało w Niedzielę Wielkanocną. Nie mogę wciąż uwierzyć w to, że Pani A. zaczęła tą niepotrzebną dyskusję i że tyle lat pracy szczególnie ze strony moich rodziców poszło się je****ć.
Nie bronię ich, bo wiem, że początki nie były łatwe. Wiem też, że dużo ich to wszystko kosztowało, bo na pewno szczytem ich marzeń nie było posiadanie "córkowej" tylko zięcia. Jednak poszli pod prąd, zaakceptowali, przyjeżdżali, chcieli spędzić te święta tylko z nami, żebyśmy po raz pierwszy poczuły jak to jest być razem w święta.
Pani A. w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy. Dla niej to jacyś kolejni ludzie spotkani na drodze, kolejne jakieś spotkania. Nie rozumie tego dramatu rozgrywającego się w ich sercach, poświęcenia jakie podejmują.
Przecież Pani A. zdaje sobie sprawę jak ciężko jest żyć będąc w homoseksualnym związku. Nie każdy potrafi to zaakceptować. Mamy wiele bardzo bliskich osób, które do tej pory nie wiedzą. I nie będzie nigdy kolorowo, idealnie, łatwo i przyjemnie. A mimo wszystko potrafiła tak wiele zniszczyć w ciągu paru minut. Bo ona przestała się starać. Zaczęła mieć w nosie wiele spraw od jakiegoś czasu.
Szkoda, bardzo mnie zawiodła i nie wiem, czy uda jej się odbudować moje zaufanie.
I chyba nie dociera do mnie ile straciłam.
-
Calluna:
-
abopoco:
Pokaż wszystkie (2) ›